norman

Izrael→Jerozolima→Jaffa Gate Hostel, czyli podwójne wskrzeszenie Łazarza, grzyb na ścianie i śmierdzący szary koc.

To będzie tekst na „nie”. To będzie tekst o miejscu, które musicie omijać szerokim łukiem. To będzie tekst o mrocznym hostelu żywcem wyjętym z „Psychozy” Hitchcocka, z tym, że zamiast demonicznego Normana Batesa na recepcji przyjmuje znudzony Arab.

Ech, głupi człowiek, głupi – zamiast zarezerwować sobie nocleg w Jerozolimie odpowiednio wcześniej, oczywiście zrobiłem to w ostatniej chwili. Zależało mi na tym, żeby spać w obrębie murów starego miasta, dlatego wybór padł na Jaffa Gate Hostel – jedno z niewielu dostępnych tego dnia miejsc. Hostel miał jakieś dobre recenzje w Internecie, miał również kilka negatywnych opinii, ale… nie zawracałem sobie głowy czytaniem czyichś wynurzeń. Nie namyślając się długo, zarezerwowałem tam noc i zapomniałem o problemie. Do czasu, aż nie przekroczyłem murów tego piekielnego przybytku.

IMAG3776
Jerozolima ma za dnia….

Hostel jak hostel – wiadomo: wieloosobowe sale, recepcja, wspólna kuchnia i łazienka dzielona na kilka osób. Nie miałem dużych wymagań. Młody Arab siedzący w recepcji był wyraźnie znudzony swoją pracą, ale to też się przecież zdarza. Wcześniej właściciele tego miejsca zapewniali na swojej stronie internetowej, że można u nich płacić kartą, lecz recepcjonista stwierdził, że to niemożliwe. No dobrze, poszukałem w portfelu zaskórniaków i pozbywając się sporej części mojej waluty, zapłaciłem za nocleg.

Recepcjonista wskazał mi kuchnię położoną na ostatnim piętrze budynku. Wspiąłem się kamiennymi schodkami niemalże na dach tego przybytku. Kuchnia okazała się tyleż wiekowa, co brudna. Więcej – to był jeden wielki i śmierdzący syf udekorowany zapleśniałymi szafkami w kolorze kupy. I co najzabawniejsze – wszędzie rozwieszone były karteczki z napisem „nie kradnij”.

Postanowiłem przekonać się, jakież to cenne skarby kryją te pokryte penicyliną meble z czasów Ludwika XIV, ale po otwarciu drzwiczki od szafki zwaliły mi się na łeb, ukazując moim oczom… miseczkę soli! Zwykłej, białej, jodowanej. Podobno kiedyś sól była w cenie, ale w ciągu pięciuset lat chyba jednak wiele się zmieniło w tej materii, bo w sklepie niedaleko mnie kupuję obecnie kilogram soli za złotówkę. Ale kartka jednak podziałała i nie ukradłem skarbu, choć ręka świerzbiła, oj, świerzbiła…

IMAG3661
…oraz w swojej nocnej odsłonie.

W końcu dotarłem do swojego pokoju. Wszystkie łóżka (oprócz mojego) były zajęte, a dookoła mnie pod obskurny sufit pięły się równie obskurne ściany. To zapewne architekt wnętrz doradził taką spójność formy właścicielom. Wiadomo – farba jest droga, a jeszcze jak do tego goście hotelowi masowo łyżeczkami kradną im sól z kuchni, to wcale się nie dziwię, że nie stać ich na malowanie pomieszczeń. Natomiast w łazience właściciele hostelu (zapewne ludzie przedsiębiorczy i zdający sobie sprawę z tego, że z jednego interesu i z jednej branży nie wyżyją w dzisiejszych trudnych czasach) postanowili urządzić hodowlę grzyba na ścianie, a właściwie to na wszystkich ścianach. Brawa za fantazję – wszak jest ona ważna w biznesie, nie uważacie?

No i mój sąsiad z pryczy obok (bo tak nazwałem te metalowe i skrzypiące przy każdym ruchu ciała łóżka): na oko z sześćdziesiąt pięć lat, siwa broda, okutany w jakąś długą, lnianą szatę i leżący bez ruchu na plecach, ze skrzyżowanymi na piersiach dłońmi i z otwartymi ustami. Przyznam, że być może to nocna Jerozolima tak na mnie podziałała (wszak była ona miejscem, w którym rozegrała się spora część z biblijnych historii), a może po prostu miałem już omamy ze zmęczenia, ale zacząłem mieć podejrzenia, iż ów czcigodny jegomość jest… nieżywy!

Wpatrywałem się w jego klatkę piersiową, usiłując dostrzec jakikolwiek, najlżejszy nawet ruch, ale niestety pierś mu nawet nie drgnęła! Czyżby to był biblijny Łazarz, który postanowił w tak luksusowych warunkach dokończyć swego żywota? Próbowałem zasnąć, kiedy nagle… w jednej chwili umarlak wyskoczył z łóżka, stanął na nogi i błyskawicznie wybiegł z pokoju. Wszystko trwało może ze dwie sekundy… a ja wciąż nie wiedziałem, czy to mi się aby nie przyśniło? Choć z drugiej strony to wyjście z martwych wręcz idealnie wpisywało się w znaną z Biblii historię Łazarza.

IMAG3641
Ten Pan zapewne nie poleciłby tego miejsca.. 

Minęło kolejne pół godziny…. godzina… Zastanawiałem się, gdzie wybiegł mój martwy przyjaciel i czemu nagle zniknął w czeluściach nocy. Przykryłem się z niepokojem szarym kocem, który dostałem na recepcji… i poczułem, że koc śmierdzi – unikalną mieszanką pleśni, starości, wilgoci i moczu. Wyjąłem więc kurtkę z plecaka i przykryłem się nią jak za starych studenckich czasów na podłodze w akademiku. Próbowałem zasnąć.

I wtedy – nagle trzasnęły drzwi. Wrócił Łazarz! Błyskawicznie położył się w swojej ulubionej pozycji, dosłownie po sekundzie zamknął oczy i – zapewniam – przestał oddychać. Wyobraźcie sobie – dżentelmen w pozycji do pochówku, okutany w białe sukno, leży tuż obok mnie. Dalibyście radę zasnąć? No chyba nie! Toteż i ja nie spałem.

IMAG3672-crop
…ten też nie!

Kolejna godzina, dwie… za chwilę będzie świtać. I wtedy znów – szybkie poruszenie, Łazarz wstaje na nogi i…. tyle go widzieli. No nie, pomyślałem wtedy – dość tego, idę spać na korytarz! Wyszedłem z pokoju i znalazłem sobie miejsce na podłodze… która okazała się jednak tak brudna, że postanowiłem odpuścić sobie sen. Przez chwilę miałem nawet pomysł, żeby iść po prostu w cholerę w miasto, ale po pierwsze – trochę się obawiałem spotkać nocą w pustej biblijnej Jerozolimie lunatykującego Łazarza, a po drugie – do cholery, chciałem się wyspać! I tak, na wpół siedząc, na wpół leżąc na krześle doczekałem poranka… i z oczami na zapałki po nieprzespanej nocy, ale i z wielka ulgą, zwinąłem się z tego piekielnego przybytku, obiecując sobie, że moja noga więcej tu nie postanie. Przed czym i was gorąco przestrzegam.

Adres: Jaffa Gate Hostel, niedaleko Bramy Jaffa, Jerozolima (tak, tak- lakoniczny adres. ale innego nie podają)

Nowe opowieści z moich podróży, przeczytasz w książce „Miejsce Za Miejscem, czyli podróże małe i duże”. 
Kliknij tutaj, żeby kupić książkę.

Chcesz być na bieżąco? Kliknij tutaj i polub ten blog na Facebooku!

Audycja „Miejsce Za Miejscem”- w każdy wtorek o 10:20 na antenie Radia Dla Ciebie oraz na: www.rdc.plArchiwalnych audycji można posłuchać tutaj

————————————————————————————————————