m7

Madagaskar→umorusane smyki, limitowany prąd i wilcze oczy wróbla, czyli Alfabet Madagaskaru (cz.2)

„D” JAK DZIECI.

Przyznam, że jak dotąd, poza kilkoma smykami z mojej rodziny, do których mam słabość, maluchy raczej nie wywoływały u mnie przesadnej czułości.

Drą się wniebogłosy, płaczą, sikają gdzie popadnie i podobno robią kupę na zielono.

Nie ufam tym, co robią kupę na zielono, a wy?

Tymczasem tutaj… przekonałem się. Serio! Nie mogę się wprost napatrzeć na te umorusane, ciemne twarzyczki, na ich wielkie oczy… no i na te fryzury. Cudo po prostu. A może to ja się starzeję?

m1  m3

Na Madagaskarze dzieci jest sporo i w zasadzie są puszczone samopas – bawią się koło swoich bambusowych chatek, gmerają patyczkami po błotku, ganiają koty i wyliniałe kurczaki, czasami pogonią kameleona z płotu i pewnie nawet nie wiedzą, że gdzieś w dalekiej Polsce ich rówieśnicy nie mogą się zdecydować, czy akurat chcą pobawić się nowym zestawem klocków Lego, lalką Barbie czy tabletem taty.

m5

m6

m7

——————————————————————–

 

„E” JAK ELEKTRYCZNOŚĆ.

Dawno temu wymyślono elektryczność. Świeczki oraz pochodnie zastąpiono żarówkami i lampami, a współczesny i cywilizowany człowiek nie wyobraża sobie życia bez wtyczek elektrycznych, od których zresztą w dużym stopniu się uzależnił – tak jak niegdyś od używek.

Musisz zatem dowiedzieć się, że Madagaskar ma duży problem z elektrycznością – to towar mocno reglamentowany, jak niegdyś u nas cielęcina na kartki. Nocą wyspa jest pokryta ciemnościami. Wyobraź sobie, że nawet w dużych miastach na ulicach jest ciemno, a pojedyncze latarnie to luksus – zresztą świecą one rachitycznym światłem żarówek, które prawdopodobnie u ciebie w domu oświetlają co najwyżej biurko.

Poza tym częste są tutaj wyłączenia prądu trwające po kilka godzin, a działająca lodówka w sklepie to rzadki i luksusowy mebel. Na wsiach problem chwilowego wyłączania prądu nie istnieje z tej prostej przyczyny, że… nie dochodzi tam prąd. Po prostu.

————————————————————

„F” JAK FAUNA I FLORA

Trzeba przyznać, że tutejsza roślinność i zwierzęta robią wrażenie na każdym europejskim białasie – nawet na takim abnegacie, jak ja.

Madagaskar jest jakby odrębnym kontynentem. Ni to Afryka (tutaj nie lubią się zresztą z nią porównywać), ni to Azja (choć dookoła Ocean Indyjski). A teraz strzał – 80% tutejszej fauny i flory… nie występuje nigdzie indziej na świecie! Po prostu jedna wielka oryginalność.

m101

Madagaskarski wróbelek? No cóż, jest jakiś dziwny, lekko zamulony i ma irokeza na głowie. Nie ufam malcowi. Ma wredne, wilcze oczy.

Kolejny czarny ptaszek (zwany Królem Madagaskaru) jest nieco większy i też ma irokeza. Jest także nadpobudliwy, zresztą tak jak ja, więc się polubiliśmy. Choć skubaniec jest szybki i ciężko mu cyknąć fotkę.

Tutejsza paprotka przypomina marihuanę, a dziwna i brązowa paskudna dżdżownica z setką odnóży ma wielkość naszego zaskrońca i… wyraz twarzy podobny do jednej z polskich aktorek. Zielone jaszczurki siedzą sobie w grupach 40-osobowych na ścianie mojego hotelu. Toż to prawie jak posiedzenie naszego Sejmu, tylko z ładniejszymi i mądrzejszymi uczestnikami.
À propos: czy nie wydaje się wam, że od lat mamy wyjątkowo brzydkich parlamentarzystów?

m100 Łypiący złowrogo kameleon

Kameleon? Proszę bardzo – przysiadł sobie na gałązce. Łypie na mnie jednym okiem, jakbym mu co najmniej zabił dzidą matkę i powoli, acz skutecznie zmienia kolor.

Nawet modliszka – niby wciągnęła przed chwilą ze smakiem kolejnego biednego męża, a ciągle patrzy na mnie z dziwnym pożądaniem. Ale jednak jej długie odnóża raczej nie zachęcają do płomiennego romansu.

m10

Modliszka we własnej osobie

Tylko wielbiciele jezior muszą mieć się na baczności – na naszych Śniardwach grozi im co najwyżej przymusowa kąpiel w szuwarach przy brzegu, po uprzednim upodleniu się siedmioma harnasiami w puszce, a tutaj… hmm… tutaj może cię zaatakować krokodyl. Podobno zawsze podchodzi od strony lądu, od tyłu. Ty odruchowo uciekasz do rzeki… a jemu właśnie o to chodzi, bo właśnie tam jest bardzo szybki – w przeciwieństwie do ciebie.

Załatwi cię z pewnością skuteczniej, niż te siedem ciepłych harnasiów.

m102

Zwykły komar też jest tutaj zagrożeniem, bo roznosi malarię. Każdego dnia przez godzinę zabijałem (preferuję w tym celu podeszwę trampka – polecam ze względu na wysoką skuteczność!) wszystkie komary w moim pokoju. Dodatkowo sypiałem tylko w łóżkach z moskitierą i spryskiwałem się jakimiś specyficznymi środkami, pięćdziesiąt razy mocniejszymi, niż nasz poczciwy OFF.

A poza tym – na Madagaskarze rosną baobaby, żyją sobie lemury (około 40 rodzajów), duże żółwie, dziwne motyle, wielkie ważki oraz (głównie w jaskiniach) pająki wielkości dłoni.

Ale tych ostatnich akurat unikam.

Podobnie jak polityków. Z daleka.

Co i wam doradzam.

Pełną wersję „Alfabetu Madagaskaru”, przeczytasz w książce „Miejsce Za Miejscem, czyli podróże małe i duże”. Kliknij tutaj, żeby kupić książkę.

Chcesz być na bieżąco? Kliknij tutaj i polub ten blog na Facebooku!

Audycja „Miejsce Za Miejscem”- w każdy wtorek o 10:20 na antenie Radia Dla Ciebie oraz na: www.rdc.plArchiwalnych audycji można posłuchać tutaj

————————————————————————————————————-