Guagua2

Karaiby→Dominikana→guagua, czyli list otwarty do Pana Ministra.

Albo mam nie po kolei w głowie, albo straciłem kontakt z rzeczywistością. Bo kto normalny pisałby list do Ministra o blaszanych i zardzewiałych trupach sunących po dziurawych drogach Dominikany? A jednak to czynię, bo jestem przekonany, że wpadłem na rewolucyjny pomysł.

List otwarty do Ministra Transportu.

Drogi Panie Ministrze!

Po pierwsze- proszę nie sprawdzać kim jestem. Bo kiedy dowie się Pan, że zajmuję się niepoważnym pisaniem o podróżach, ba- gdy dojdzie do Pana informacja, że od 15 lat jestem muzykiem (co zapewne nie doda mi powagi w Pana oczach), zapewne, nie doczytawszy nawet do końca pierwszego akapitu, kilkoma ruchami zapracowanych ministerialnych dłoni zrobi Pan z niniejszej epistoły zgrabny samolocik i ciśnie nim hen, daleko za ministerialne okno.

Dlatego proszę mnie potraktować jak osobę prywatną, jednocześnie zatroskaną stanem transportu zbiorowego w Polsce, dodatkowo od lat będącą użytkownikiem tegoż.
A piszę do Pana ten list, bo znalazłem rozwiązanie wszelakich bolączek i niedomagań transportu zbiorowego w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju. Ba- ja chyba nawet wiem, jak można zaoszczędzić w tej dziedzinie kupę pieniędzy! Na rozwiązanie wpadłem przypadkowo, goszcząc przez dwa tygodnie na Dominikanie. Nazwa tego Świętego Graala Transportu brzmi: GUAGUA.

Guagua1

Stop, Panie Ministrze kochany, proszę się nie irytować- tego się właśnie obawiałem, że tym momencie nastąpi kolejny, krytyczny punkt lektury tego listu- bo pewnie doszedł Pan do wniosku, że robię sobie z Pana żarty, używając nazwy, która brzmi jak gaworzenie noworodka. Jakże bym śmiał żartować z tak poważnej persony, jak Pan Minister? Nigdy w życiu! Zapewniam- guagua to prawdziwa nazwa i jest ona doskonale znana mieszkańcom tej rajskiej wyspy na Karaibach.

Otóż jest to najbardziej popularny środek transportu zbiorowego na Dominikanie. Każdego dnia dziesiątki tysięcy mniejszych lub większych busików i autobusów okrąża wyspę, docierając po drodze do setek miast, miasteczek, miejscowości i wsi. I tutaj, Panie Ministrze, widzę oszczędność numer jeden…i to gigantyczną oszczędność! Bo po co kupować (do tego jeszcze w atmosferze skandalu) drogie Pendolino? Po co nam te wielomiesięczne przetargi na niskopodłogowe autobusy i hybrydowe pojazdy? Wystarczy kupić z drugiej ręki- od handlarzy, złomiarzy czy też poszukać w komisach samochodowych- kilkaset rozklekotanych wehikułów. Nie muszą mieć klimatyzacji, działających drzwi, sprawnego zawieszenia czy skomplikowanej elektroniki. To mogą być naprawdę graty z demobilu- zardzewiałe i podstarzałe- niech tylko będą w stanie jechać przed siebie. Po prostu! Na Dominikanie nikt nie narzeka na wiek czy wygląd takich pojazdów. Ważne, że spełniają swoją podstawową funkcję. Można? Można!

guagua6

Pyrkocze to sobie na drodze, toczy się wolno, ale skutecznie- bo wszędzie tym złomem można dojechać. I to jest najważniejsze. Oczywiście trzeba będzie jakoś wytłumaczyć ludziom, że nie ścigają się w zawodach o Złotą Patelnię na jak najszybszy dojazd do celu. Raczej musimy zachęcić społeczeństwo do kontemplowania widoków po drodze, zachwycania się pięknymi krajobrazami i uświadomić, że dokładna godzina dojazdu na miejsce jest kwestią wtórną! Myślę, że to wyłącznie kwestia odpowiedniej kampanii w mediach.

Na pewno trzeba będzie przy okazji zmienić rozporządzenie o maksymalnej ilości pasażerów przewożonych tymi uroczymi gratami, bo busy na Dominikanie wydają się zabierać na pokład, na oko, ze dwa razy więcej pasażerów niż to jest określone przepisami w Polsce. Ale, Panie Ministrze- chcieć to móc, prawda? To tylko jeden mały podpisik.

Guagua2

Kolejnej oszczędności, Drogi Panie, upatruję w likwidacji przystanków. Po co nam te nędzne wiaty, które trzeba tylko regularnie malować i konserwować, a i tak służą głównie jako nielegalne słupy reklamowe, są polem do popisów dla grafficiarzy, ewentualnie toaletą dla bezdomnych? Wyrżnąć w pień te pokraczne budy z blachy falistej i sprzedać na złom! Na Dominikanie na przykład, wystarczy stanąć koło szosy i machnąć ręką na przejeżdżający guagua. I już. I tyle. I wystarczy! Raz nawet zdarzyło mi się spóźnić na busa, więc biegłem za nim machając ręką. Proszę mi uwierzyć, że kierowca zauważył mnie w lusterku wstecznym i cofnął o dobre 500 metrów, żebym tylko mógł w spokoju wsiąść do środka. Zatem- kolejne miliony mamy zaoszczędzone!

No i tutaj dochodzimy do najsłabszego punktu mojego planu, czyli do postawy kierowców. Panie Ministrze kochany, w tym punkcie programu będziemy musieli zastosować środki radykalne. Trzeba będzie niestety dokonać zwolnień masowych wszystkich aroganckich, zamykających drzwi przed nosem spóźnionego pasażera, brzuchatych panów, którym wydaje się, że są władcami świata. Nie, nie, nie- z nimi rewolucja transportowa się nie uda!

guagua4

Na Dominikanie bowiem, od kierowcy wymaga się czegoś więcej. Tutaj też jest on co prawda kierownikiem, ale niebywale wyczulonym na problemy każdego pasażera z osobna. Powiesz mu łamanym hiszpańskim, że chcesz dojechać do miasta oddalonego o 200 km? Nie ma sprawy- we właściwym momencie obudzi cię i wskaże kolejnego busa, do którego musisz się przesiąść, żeby dotrzeć do celu. A może (to już autentyczny przypadek, który zdarzył się piszącemu te słowa) zabrakło ci pieniędzy na zapłacenie mu za podróż, bo akurat była niedziela i po drodze nie działał żaden kantor? Nie ma problemu: on i tak cię dowiezie na następnego busa, a ty potem zapłacisz za obie podróże kolejnemu kierowcy, który będzie cię wiózł. Znajdziecie w końcu po drodze kantor czy też bankomat, z którego wypłacisz pieniądze, a twój kolejny przewoźnik sam potem rozliczy się z tym pierwszym.

Poza wszystkim kierowca pełni też funkcję DJ-a: to on jest odpowiedzialny za puszczanie narodowej muzyki merengue, która sączy się obficie z głośników każdego busa na Dominikanie. Proszę mi wierzyć- to obowiązkowy element podróży na pokładzie guagua. Poza tym, jeśli masz ze sobą ciężki plecak, kierowca weźmie go od ciebie i umieści na dachu (gdzie lądują wszystkie większe bagaże), a gdy już będziesz wysiadał- zdejmie go stamtąd i poda ci go do ręki. Co najciekawsze, będzie dokładnie pamiętał, że to jest właśnie twój bagaż! A może trzeba podać worek z bananami kuzynowi mieszkającemu w kolejnej wsi? Czy chcesz podarować mu kurę? A może twój kolega czeka z utęsknieniem w sąsiedniej miejscowości na butelkę rumu, którą mu obiecałeś? Nic prostszego- dajesz po prostu paczkę kierowcy, który dwa kilometry dalej przekaże ją odbiorcy.

guagua5

Halo, Panie Ministrze, czy Pan to słyszy? Czy doszedł Pan już do wniosku, do którego i ja doszedłem przebywając na Dominikanie? Proszę pomyśleć- co by to było, gdybyśmy tak… zlikwidowali Pocztę Polską? Co Pan na to? Wszak można przewozić listy i paczki za pośrednictwem tych niepozornych, wiekowych busików! O Jezu- tu już bijemy się o miliardy oszczędności!

No i jeszcze coś: guagua sprawia wrażenie doskonale naoliwionego mechanizmu oraz idealnie współgrającego ze sobą organizmu społecznego. Pasażerowie są wyczuleni na potrzeby pozostałych współtowarzyszy podróży. Tu nikt nie zostawi cię na pastwę losu, wiedząc, że nie władasz ich językiem- wystarczy pokazać komuś na mapie miejscowość, do której zamierzasz dotrzeć i nawet jeśli ten ktoś wysiądzie wcześniej, to i tak przekaże kolejnej osobie pieczę nad tobą. W efekcie tego, we właściwym momencie któryś ze współpasażerów podróży da ci znać na migi, że właśnie na tym przystanku musisz wysiąść.

Nie znając nawet słowa po hiszpańsku, jesteś w stanie objechać guagua całą hiszpańskojęzyczną Dominikanę. Wszystko dzieje się niejako obok ciebie…ale warto dać się ponieść tej fali, bo bezbłędnie poniesie cię do celu. No i co Pan powie, Panie Ministrze? Czyż nie jest to system idealny?
Powstaje zatem kolejne pytanie: po co nam w Polsce te dziesiątki większych i mniejszych spółek kolejowych z rozbuchanymi strukturami i zarabiającymi krocie prezesami, skoro i tak, co roku, przy okazji zmiany rozkładu jazdy wszystko tonie w bałaganie i chaosie?
Nie lepiej zlikwidować to całe towarzystwo wzajemnej adoracji? Przecież na Dominikanie wszystko działa dużo sprawniej bez wsparcia skomplikowanej machiny urzędniczej.

guagua3

Dochodzimy do końca tego listu. Zapewne musi Pan mieć kilka dni na przemyślenie moich odważnych tez, a także nieco czasu na głębszą refleksję dotyczącą tematu likwidacji Polskich Kolei Państwowych i Poczty Polskiej oraz zastąpieniu ich jednolitym systemem opartym na guagua.

Uprzedzając Pana pytanie- za mój pomysł nie pragnę jakichś specjalnych apanaży. Skoro jednak Pan nalega, może to być na przykład miejsce w radzie nadzorczej jednej ze spółek państwowych, a jeśli uzna Pan, że zasługuję na coś więcej- nie odmówię teki wiceministra. Zresztą, finanse i zaszczyty są dla mnie kwestiami drugorzędnymi- wszak chodzi mi głównie o dobro Polski. Tak jak zresztą i Panu, nieprawdaż?

Z wyrazami szacunku,

sługa uniżony- Michał S.

Nowe, premierowe i niepublikowane opowieści z moich podróży, przeczytasz w książce „Miejsce Za Miejscem, czyli podróże małe i duże”. Kliknij tutaj, żeby kupić książkę.

Chcesz być na bieżąco? Kliknij tutaj i polub ten blog na Facebooku!

Audycja „Miejsce Za Miejscem”- w każdy wtorek o 10:20 na antenie Radia Dla Ciebie oraz na: www.rdc.plArchiwalnych audycji można posłuchać tutaj

————————————————————————————————————-