fb10

Iran→chłosta za alkohol i złoto na zgodę, czyli Alfabet Iranu (cz.1)

„A” JAK ALKOHOL

Hej, wy! Słyszycie mnie? Tak, tak – o ciebie chodzi, faceciku w długim płaszczu, z rozbieganymi jak u szczurka oczkami. I o ciebie, dryblasie, co to chowasz nieudolnie puszkę taniego piwa za pazuchą. I o ciebie też, gruby, bo widzę, że pożądliwie patrzysz na tę puszkę piwa u kolegi. A i ten po lewej jakiś taki mocno wczorajszy, więc do niego też się teraz zwracam. Zatem – słuchajcie mnie, bo nie będę powtarzał! Kupiliście sobie te bilety do Iranu i teraz czekacie na lotnisku na wylot? A ja wam mówię, że nie powinniście tam jechać. Absolutnie! Czemu? Bo tam, gdzie chcecie się dostać, nie ma tego, co kochacie w życiu najbardziej. A co kochacie najbardziej? Ano to, co chowa pod płaszczem dryblas w drugim rzędzie. Alkohol kochacie, taka prawda! W Iranie zaś możecie o nim zapomnieć. Definitywnie.

fb3

Nie wierzycie mi? Podśmiewacie się, jak widzę, między sobą: gruby głośno rechocze, szczurooki puszcza oczko do pozostałych, a dryblas nerwowo pociąga z puszki zza pazuchy. Śmiejcie się, śmiejcie, cwaniaczki… Ale prawda jest taka, że od 1979 roku Iran jest Republiką Islamską. A w religii islamskiej alkohol jest zakazany. Całkowicie zakazany, moje pijaczki kochane. A to znaczy, że w Iranie nie kupicie alkoholu nigdzie. W żadnym sklepie, knajpie, barze, restauracji, hotelu pięciogwiazdkowym czy nawet w strefie wolnocłowej na lotnisku. Nigdzie znaczy nigdzie! Sprawdzone osobiście. Podczas rewolucji zniszczono nawet znakomite winnice w rejonie miasta Shiraz, które słynęło od setek lat z doskonałego szczepu win, znanego i cenionego na całym świecie. Od tamtego momentu nie ma czegoś takiego, jak irańskie wino. Więcej – nie ma czegoś takiego, jak irański alkohol.

(Kątem oka widzę, że dryblas wziął swój plecaczek i ewakuował się po cichu z lotniska. Dobrze, przynajmniej jeden zrozumiał grozę swojego położenia.)

fb1Piwo bezalkoholowe w rzeczy samej…

A ja was dobrze znam, kombinatorki spod sklepu nocnego – pewnie w walizkach macie pokitrane te wasze połówki, ćwiartuchny, seteczki i małpki wódki, którą chcecie częstować poczciwych Persów? No to was uprzedzam – nic z tego, łapserdaki. Prawo w Iranie wyraźnie zabrania wwożenia na teren państwa nawet najmniejszych ilości alkoholu. Wieprzowiny zresztą też. Te zakazy traktowane są tutaj bardzo restrykcyjnie. I niezmiernie poważnie.

(Gruby w tym momencie chrząka nerwowo i po chwili oddala się w bliżej nieznanym kierunku. Wygląda na to, że na placu boju zostało tylko dwóch ancymonów.)

A ty co, Szczurek? Widzę, że rechoczesz nerwowo. Myślisz pewnie, że tutaj, tak jak i w Polsce, pocwaniakujesz po swojemu i obejdziesz przepisy? Nic z tego, kochany. Otóż prawo w Iranie jest tyleż surowe, co nieskomplikowane. Zwykle za spożywanie alkoholu stosuje się karę chłosty – około 80 razy na plecy śmiałka. A jeśli to kogoś niczego nie nauczy i, na przykład, zdecyduje się upić po raz kolejny, a co gorsza, zostanie na tym przyłapany w sumie trzy razy, to – w przypadku, kiedy trafi na restrykcyjnego sędziego – może spodziewać się nawet kary śmierci. Tak jak stało się to w przypadku dwóch Irańczyków w 2012 roku. Tutaj prawo traktuje się poważnie. A nawet bardzo poważnie.

fb2Herbatka zamiast piwa.

(Szczurek zaczyna udawać, że szuka czegoś na podłodze, po czym odchodzi w szybkim tempie w kierunku wyjścia z terminalu. Tuż za nim, jak cień, wymyka się ten wczorajszy, po którym pozostaje w powietrzu jeno zapach nieprzetrawionego od alkoholu…)

Uff… Drodzy Czytelnicy, wydaje mi się, że zostaliśmy sami? Pozbyliśmy się tego szemranego towarzystwa spod budki z piwem? No dobra, to powiem wam coś w tajemnicy, tylko absolutnie nie powtarzajcie tego nadużywającym. Albowiem, moi mili, natura nie znosi próżni i jest to uniwersalna zasada, która obowiązuje wszędzie, niezależnie od szerokości geograficznej, religii i ustroju politycznego. A zatem część Irańczyków, zgodnie z tą zasadą, ignorując drakońskie kary, przemyca alkohol z sąsiedniej Armenii albo po prostu ordynarnie pędzi bimber. Z czego? Ano, z rodzynek na przykład. Źle to brzmi? Zapewniam cię, że tak samo fatalnie smakuje. Umówmy się – Persowie nie są mistrzami bimbrownictwa i nie potrafią pędzić dobrej wódki, zatem po wypiciu ich domorosłych spirytualiów ból głowy dnia następnego masz zapewniony.

A jeśli do tego dojdzie jeszcze 80 batów na gołe plecy… pozostaje ci tylko współczuć.

Przy okazji – mam cztery niewykorzystane bilety do Iranu do sprzedania, okazyjnie, last minute. Czterech panów zrezygnowało z wyjazdu. Ktoś chętny?

——————————–

„B” JAK BAZARY.

Czy wyobrażasz sobie polskie wesele bez wódki? Czy jesteś w stanie zobaczyć w swojej wyobraźni wszystkich naszych posłów jako tęgogłowych mędrców, ważących każde słowo i podejmujących li tylko mądre decyzje? Czy w końcu potrafisz się wspiąć na wyżyny swojej fantazji i wyimaginować sobie lato nad polskim morzem bez choćby jednego dnia ulewnego deszczu? Nie? Nic dziwnego – bo podane wyżej zjawiska po prostu w naszym nadwiślańskim kraju nie występują. Podobnie mieszkańcy Iranu nie wyobrażają sobie miasta bez dużego bazaru. Bo jak to tak? Wszak bazary od zawsze w Persji były, są i będą. Po wsze czasy!

Tamtejszy bazar, proszę Państwa, to nie jest nasze chaotyczne zbiorowisko budek pokrytych azbestem i folią, ulicznych stanowisk i byle jak ustawionych kramików, spośród których część jest błyskawicznie zwijana na widok nalotu dzielnych asów ze Straży Miejskiej.

fb4

W Iranie bazar to coś więcej – prawdziwa instytucja, mająca wielowiekową tradycję i historię, doskonale zorganizowana, bezbłędnie funkcjonująca i będąca częścią dziedzictwa tego kraju. Być może zabrzmiałem teraz jak stary, posiwiały i przygarbiony profesor wykładający historię na uniwersytecie, ale w przypadku Persji to nie są słowa na wyrost. Wszak to tędy przechodził w starożytności słynny Jedwabny Szlak z Chin do Europy – bodajże najważniejszy trakt kupiecki świata. A zatem Irańczycy mają tradycje kupna-sprzedaży zakodowane w swoich genach od wieków.

fb5

A więc – bazar zajmuje zwykle miejsce w samym centrum miasta i, tak jak zazwyczaj meczet, ma najlepszą możliwą lokalizację. Jeśli więc chcesz znaleźć targowisko – kieruj się do centralnej części miasta, a istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że je tam znajdziesz. Zazwyczaj prowadzi do niego główna brama, którą widać już z daleka. Zresztą – mądrzy kupcy wiedzą, że bazar musi być otwarty na wszystkie strony świata, zatem tych bram będzie na pewno kilka.

fb6

Kiedy już będziesz w środku, odkryjesz ze zdumieniem, że wchodzisz do czegoś w rodzaju odrębnego miasta w mieście. Spójrz w górę – nad sobą zobaczysz porządnie zbudowane, zdobione mozaikami sklepienia, jak w najlepszych budowlach. Jakże to różne od naszych swojskich bazarków osiedlowych, gdzie zwykle przed deszczem chroni kupujących przedziwna mieszanina folii, plandek i szmat, będąca wieczną prowizorką. Ale, jak już wspominałem, kupieckie tradycje Iranu są jednak nieco starsze od naszych.

fb7

Gdy już skończysz się dziwić porządnej konstrukcji perskiego bazaru, spójrz przed siebie. Zobaczysz bowiem zdające się ciągnąć bez końca aleje, stoiska rozlokowane po obu stronach i… tłum ludzi, który ciągnie się po horyzont. Jeśli nie masz jakiegoś konkretnego celu i chcesz sobie po prostu pochodzić – zgubisz się bardzo szybko, bo plątanina alejek i uliczek jest tutaj bardzo gęsta. Natomiast jeśli twoim celem jest na przykład kupno złotego wisiorka obrażonej żonie – nic prostszego, musisz tylko znaleźć odpowiedni kwartał bazaru ze stoiskami jubilerów.

fb9

Bowiem tu wszystko ma swoje miejsce i nie ma mowy o chaosie. Mamy tu więc całe wyspecjalizowane aleje. Biżuteria? Proszę – te uliczki aż oślepiają złotym blaskiem i kupisz tutaj wszystko – jak nie tu, to u sąsiada. A może słodycze? To trochę dalej – tamta okolica to gigakaloryczny sezam, w którym ukrytych jest kilkaset rodzajów wyrobów cukierniczych. Jeśli zgłodniejesz – rozejrzyj się za gastronomiczną częścią bazaru, gdzie będziesz się głowił nad tym, którą potrawę zjeść, bo wybór jest astronomiczny. W tajemnicy powiem ci, że to właśnie na bazarach zjesz najlepsze kebaby czy falafele.

fb8

W końcu dotrzesz do samego „jądra” targowiska i najważniejszej jego części – dywanowej. To tutaj nabędziesz słynne perskie i ręcznie tkane dywany, o których wkrótce napiszę więcej.

I na koniec jedna dygresja – bazary w Iranie różnią się od tych w Egipcie czy Maroku. A mianowicie – tutaj nikt cię nie zaczepia, nie krzyczy do ciebie: „hello, my friend” i nie łapie cię co chwila za rękę. Tu czuje się pewną dostojność handlu i można zrozumieć, czemu Persowie nie lubią być porównywani do Arabów. Różnicę poczujesz po pierwszej minucie spędzonej na bazarze…

A zatem targowiska w Persji były, są i będą. Podobnie jak w Polsce: wódka na weselnych stołach, deszczowe dni nad morzem w środku lata i niektórzy posłowie, w przypadku których wystarczy odjąć pierwszą literę z nazwy pełnionej przez nich funkcji, ażeby idealnie opisać stan ich umysłów.

CIĄG DALSZY NASTĄPI…

Nowe, premierowe i niepublikowane opowieści z moich podróży, przeczytasz w książce „Miejsce Za Miejscem, czyli podróże małe i duże”. Kliknij tutaj, żeby kupić książkę.

Chcesz być na bieżąco? Kliknij tutaj i polub ten blog na Facebooku!

Audycja „Miejsce Za Miejscem”- w każdy wtorek o 10:20 na antenie Radia Dla Ciebie oraz na: www.rdc.plArchiwalnych audycji można posłuchać tutaj

————————————————————————————————————-