blog2

Sri Lanka→tuk tuk, czyli zakała tej pięknej krainy.

Jeśli coś mnie irytuje na Sri Lance, są to właśnie kierowcy tuk tuków. Upierdliwi jak bzyczące muchy, które zajadle krążą wkoło nosa, wkurzający niczym głośno ujadające i pokraczne ratlerki i kłamliwi jak zawodowi politycy na finiszu kampanii wyborczej.

blog1

Jak sobie wyobrażasz typowego „taryfiarza” lub też „złotówę”? Pewnie jako cwanego, wyrachowanego gościa około sześćdziesiątki, z dużym brzuchem, sumiastym wąsem i… podkręconym tachometrem w taksówce, który wskazuje zawsze trzykrotnie większą cenę niż powinien. Dodatkowo, jeśli wyczuje, że nie znasz miasta, zapewne przewiezie cię po nim okrężną trasą, wmawiając ci, że to skrót. Wiem, to stereotyp, ale on ciągle działa i coś musi być na rzeczy, skoro inicjatywa o nazwie UBER zyskała taką popularność.

Powiem ci tylko tyle, że wszystkie twoje najgorsze i najbardziej stereotypowe skojarzenia bledną przy kierowcy tuk tuka na Sri Lance. Albowiem są to cwaniaczki, naciągacze i bajkopisarze w jednym, którzy sklonowani w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, opanowali całą wyspę. I wiesz co? Będąc na Sri Lance nie unikniesz ich usług.

blog2

A to dlatego, że ich pojazdy docierają wszędzie. Małe, trójkołowe i napędzane silnikiem motorka pojazdy są widokiem powszednim – zarówno na wsi, jak i w mieście, na plaży i na bezdrożach, w dzień i w nocy. Pyrkocze to sobie głośno i jedzie z prędkością 40-50 km/h, wyprzedzając wszystko co się da wyprzedzić metodą „na trzeciego” i trąbiąc wniebogłosy, choć za to akurat nie można się na nich obrażać – taki obowiązuje tutaj styl jeżdżenia.

I pal licho, gdybyś urodził się na Sri Lance i wyglądał tak jak mieszkańcy wyspy – oni bowiem korzystają z usług tuk tuk-owców od najmłodszych lat i i obowiązują ich tutejsze ceny przejazdów tymi pojazdami – zresztą dużo niższe niż te, które muszą płacić biedni turyści. Bowiem kiedy masz wygląd Europejczyka… pozostaje ci tylko współczuć.

blog5

Pierwszą sprawą jest to, że jesteś notoryczne zaczepiany nas przez kierowców tuk tuków. Niczym bzykające komary nad jeziorem Śniardwy, obsiądą cię od razu po wyjściu z autobusu. Będziesz słyszał ich: „hello my friend” lub po prostu „hello” przez cały czas, kiedy tylko wyściubisz nos na ulicę. Będą na ciebie gwizdać, cmokać, zaczepiać cię i krzyczeć, zatem przyzwyczaj się do tego. Co chwila kolejny kierowca będzie podjeżdżał do ciebie, hamował i zapraszał do tuk tuka, a ci najbardziej upierdliwi będą za tobą jechali przez pół kilometra, proponując jazdę. Najgorsi są ci, którzy krążą po dworcach na piechotę, udając, że chcą ci pomóc – kiedy rozglądasz się bezradnie na prawo i lewo, za chwilę podchodzi uśmiechnięty mężczyzna, który udaje, że bardzo chce ci doradzić. Nie wierz mu, kochany absolutnie. A dlaczego?

blog4

Ano dlatego (i tutaj dochodzimy do drugiej kwestii), że są to notoryczni kłamcy. Kierowca tuk tuka będzie próbował ci wmówić, że twój autobus już odjechał (nawet, jeśli stoicie właśnie 5 metrów od niego), a kolejny masz dopiero rano (co zapewne też jest kłamstwem, bo autobusy kursują tutaj bardzo często). Oczywiście on ci może pomóc i podwieźć cię do miejscowości docelowej swoim tuk tukiem, bo tak się przypadkowo składa, że akurat ma swój pojazd tuż obok. Będzie też twierdził, że do muzeum, do którego właśnie podążasz jest 10 kilometrów (w rzeczywistości będzie ono tuż za rogiem), a jeśli zdradzisz mu, że szukasz miejsca w hotelu, on oczywiście poleci ci jakąś zaprzyjaźnioną i zagrzybioną norę swojego przyjaciela, po czym jeśli nie będziesz chciał tam zamieszkać – każe ci dopłacić za pokazanie kolejnych miejsc.

Trzecia sprawa, to zawyżanie cen. Kierowcy tuk tuków traktują turystów jak dojną krowę lub też gąbkę, którą można dusić bez końca. Gwarantuję ci bowiem, że cena jaką usłyszysz na początku będzie mniej więcej pięciokrotnie wyższa od tej, którą usłyszałby mieszkaniec Sri Lanki. A często zdarzają się wyceny kursów niemal z księżyca. Dodatkowo jeszcze upewnij się, że mowa jest o kwocie za cały kurs, a nie o kwocie od osoby – bo to kolejna metoda tych podstępnych faryzeuszy w pierdzących trójkołówkach.

blog3

Na zakończenie opiszę jeszcze przygodę, która mi się niedawno przytrafiła. Otóż w upalny dzień czekałem na przystanku na autobus i kiedy w końcu nadjechał, machnąłem na niego ręką. Kiedy uradowany podbiegłem do wejścia, uśmiechnięty kierowca (rodowity Lankijczyk, czyli mieszkaniec Sri Lanki) poinformował mnie, że to jest wprawdzie prywatny i wynajęty bus, ale on z przyjemnością mnie zabierze. I wtedy właśnie kierowcy tuk tuk-ów, którzy akurat obok parkowali, zaczęli trąbić na biedny autobus i zajeżdżać mu drogę. Tylko po to, żebym nie mógł skorzystać z darmowej przejażdżki i musiał być zdany na ich usługi. Biedny kierowca autobusu przeprosił mnie i powiedział, że nic nie może zrobić… Z mafią pierdzikółek nie wygrasz.

Kiedy więc kolejnym razem zamówisz w Polsce taksówkę i wsiądziesz do starego, dobrego Mercedesa prowadzonego przez 60-letniego taryfiarza z wąsem, taksometr zacznie naliczać jak najęty, a ty przejedziesz się do domu najdłuższą, możliwą drogą, uśmiechnij się! Zawsze może być gorzej…

Nowe i niepublikowane opowieści z moich podróży, przeczytasz w książce „Miejsce Za Miejscem, czyli podróże małe i duże”. Kliknij tutaj, żeby kupić książkę.

Chcesz być na bieżąco? Kliknij tutaj i polub ten blog na Facebooku!

Audycja „Miejsce Za Miejscem”- w każdy wtorek o 10:20 na antenie Radia Dla Ciebie oraz na: www.rdc.plArchiwalnych audycji można posłuchać tutaj

————————————————————————————————————-