sąsiedzi

Warszawa→Plac Europejski, czyli Pat i Mat odpuszczają.

O najmłodszym placu stolicy, który – wbrew lokalizacji i wielu wcześniejszym obawom – przyjął się wśród warszawiaków znakomicie. Głównie dzięki temu, że zaplanowali go zdolni architekci, a nie – jak to niegdyś bywało –  wyjątkowo nieudaczny tandem w postaci urzędnika i drogowca.

No to może zacznę od rozwinięcia tej myśli. Pamiętacie serial animowany „Sąsiedzi” o  perypetiach Pata i Mata, dwójki wyjątkowo nierozgarniętych  gości w śmiesznych czapeczkach, którzy w kolejnych odcinkach zajmowali się wykonywaniem remontów? Nic, ale to nic im nie szło i nawet głupie tapetowanie pokoju zamieniało się w komedię rodem z filmów z Chaplinem. Panowie zawijali się w dywany, włazili w puszki farby, wbijali sobie gwoździe w palce i nie nadawali się do jakichkolwiek prac manualnych.

4

Mam wrażenie, że jeszcze nie tak dawno to właśnie Pat i Mat wykonywali wspólnie niektóre warszawskie inwestycje. Z tym, że w roli Pata występowali miejscy urzędnicy, którzy zza biurka snuli swoje wielkie plany, a w rolę Mata, czyli wykonawcy tych idei, wcielali się z kolei drogowcy. Nikomu nawet nie przeszło przez myśl, żeby zatrudnić do zaplanowania inwestycji architekta przestrzeni, bo i po co mnożyć wydatki, skoro „my ze szwagrem spokojnie damy radę”. No i nasi warszawscy Sąsiedzi zaczęli niestety wspólnie działać…

12

Efekty? Wystarczy wspomnieć odremontowaną w latach 90-tych ulicę Marszałkowską, na której nie uświadczysz choćby ławki, a na źle dobranej nawierzchni niejedna mieszkanka stolicy połamała obcasy, czy też wyjątkowo źle przeprowadzony remont reprezentacyjnej niegdyś ulicy Chmielnej, na której drogowcy zaprezentowali przegląd kostki Bauma we wszystkich kolorach, jakie mieli wtedy w magazynach. A ścieżki rowerowe sprzed 10 lat? Toż to trzeba mieć iście ułańską fantazję, żeby zbudować je z niewygodnej dla rowerzystów kostki, zrobić zakręty pod kątem 90 stopni, albo co skrzyżowanie wytyczać je po innej stronie drogi lub też ustawiać na ich środku skrzynki gazowe.

10

A zatem Pan Staszek w Ratuszu radośnie zlecał, a Pan Heniek z kolegami wykonywali – tak jak im się wydawało, że będzie ładnie. Na szczęście ten nieszczęsny tandem działa ostatnimi czasy w stolicy coraz rzadziej, a urzędnicy zaczęli korzystać w końcu z usług profesjonalnych pracowni architektonicznych, czego zachwycającym efektem są choćby nowo oddane bulwary nad Wisłą.

I dzięki Bogu Pat i Mat nie mieli nic do gadania przy planowaniu i budowie Placu Europejskiego w Warszawie. Bo to miejsce zostało wymyślone przez właścicieli pobliskich biurowców, a zaplanowane  przez zdolnych architektów przestrzeni. Dwa lata temu zostało udostępnione wszystkim warszawiakom, choć przecież mogło służyć jedynie pracownikom korporacji podczas przerw na papierosa. I wygląda na to, że mieszkańcy stolicy szczerze polubili to miejsce.

1

A wcale nie musiało tak być. Bo Plac Europejski powstał w pewnym oddaleniu od  centrum, a dokładnie na Woli, czyli niegdysiejszej dzielnicy robotniczej, pełnej fabryk i wielkich zakładów pracy, a dziś – stającej się naszym warszawskim City, okolicą zapełniającą się drapaczami chmur, pełną białych kołnierzyków i wielkiego biznesu. Mimo, że blisko stąd do Muzeum Powstania Warszawskiego, to jednak miejsce ukryte jest między strzelistymi wieżowcami i w sumie to trzeba wiedzieć jak tam trafić. Gdy jednak już tam dotrzemy… spotka nas naprawdę miłe zaskoczenie! Bo oto odkryjemy bardzo przyjemny i doskonale zaprojektowany placyk pełen zadowolonych ludzi!

5

Z jednej strony otaczają go trzy szklane biurowce, spośród których wyróżnia się Warsaw Spire – jeden z najzgrabniejszych budynków wybudowanych ostatnio w stolicy. No i tu zaczyna się zabawa: bo o ile z tej strony Plac Europejski przypomina nam Manhattan, to patrząc na lewo widzimy w oddali z kolei najbrzydszy wieżowiec Warszawy, czyli gigantyczny bieda (w sensie architektonicznym) apartamentowiec postawiony tutaj dziesięć lat temu przez pewną znaną firmę deweloperską.

7

Natomiast po drugiej stronie można dostrzec stare kamienice, które przypominają nam, że znajdujemy się jednak na warszawskiej Woli, a nie w Nowym Jorku. Z czwartej strony plac jest zabudowany z kolei przez biurowiec oraz ogromną, parterową i modną restaurację oraz… no właśnie… ciężko stwierdzić przez co, bo wygląda to na jakiś niedokończony komin, ale pal licho: tutaj ten biały kikut wydaje się pasować do otoczenia.

8

Natomiast na środku placyku zaprojektowano kilka fontann, oczek wodnych i kaskad, które przyciągają tutaj ludzi, zwłaszcza w upalne dni. Pośrodku postawiono wielkie litery układające się w napis: „I love Warsaw”, które stały się już symbolem tego miejsca. Poza tym nie zapomniano o zieleni, leżakach i pomalowanych na biało  europaletach, na których kiedyś wożono kartony w TIR-ach dzisiaj robią za modne meble w hipsterskich mieszkaniach i knajpach. Jeszcze tylko warto wspomnieć o dziwnej konstrukcji przypominającej metalowego węża z okienkami niczym w kajutach statku, która pełni rolę galerii sztuki nowoczesnej… i możemy mieć obraz, który składa się na całość Placu Europejskiego.

3

Ale najważniejsze jest to, że zawsze spotkamy tutaj ludzi: yapiszonów pod krawatem, matki z dziećmi, mężczyzn grających w bule, cudzoziemców, pijaczków, dziadków, babcie, młodych i starych, słowem: wszystkich. Pełen przekrój społeczny! Z przyjemnością obserwuję, że w ciągu zaledwie niecałych dwóch lat od otwarcia, ludzi przychodzących tutaj przybywa wręcz w postępie geometrycznym, a miejsce staje się coraz bardziej popularne. Bo, proszę Państwa: tutaj jest naprawdę przyjemnie! Muszę wam się w tajemnicy przyznać, że ostatnio jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Warszawie – dobrze zaprojektowane, otwarte na ludzi i fajne. Tak zwyczajnie fajne.

2

A panów Pata i Mata proszę, żeby koniecznie odwiedzili Plac Europejski i w końcu zrozumieli, że dobrze zaprojektowana i przemyślana przestrzeń to nie tylko kostka Bauma z magazynu szwagra, ale udana idea, dobry projekt i równie dobre wykonanie, czyli wszystko to, co sprawia, że ludzie zaczynają kochać pewne miejsca od pierwszego wejrzenia.

I niech raz na zawsze zostawią planowanie i budowanie Warszawy lepszym od siebie.

Nowe i niepublikowane opowieści z moich podróży przeczytasz w książce „Miejsce Za Miejscem, czyli podróże małe i duże”. Kliknij tutaj, żeby kupić książkę.

Chcesz być na bieżąco? Kliknij tutaj i polub ten blog na Facebooku!

Audycja „Miejsce Za Miejscem”- w każdy wtorek o 10:20 na antenie Radia Dla Ciebie oraz na: www.rdc.plArchiwalnych audycji można posłuchać tutaj.

————————————————————————————————————-