Czy znasz ten stan, kiedy wracając z sobotniej imprezy, zahaczasz jeszcze o drugiej w nocy na małe co nieco do jednego z przybytków typu: seta i galareta? W głowie szumi ci wypity alkohol, dookoła pełno ludzi, a w powietrzu swojski miks zapachów przetrawionej wódki i nóżek w galarecie. Jeszcze tylko wyjmujesz z portfela 10 złotych…